sobota, 1 lutego 2014

Strachy na Lachy

Najniecnieszy wynalazek wszech czasów
Tradycja opowiadania sobie różnorakich legend od zarania czasów była dużym elementem naszej kultury, i wbrew pozorom nie wiele się zmieniło. Dramatyczna historia dziewczynki która piła herbatę z łyżeczką w kubku i wybiła sobie oko (według nie których podań łyżeczka się rozgrzała od gorącego napoju i poparzyła dziewczynce twarz.) zna każdy. Historię tę przekazuje się z pokolenia na pokolenie, i naprawdę dziwi mnie, że nikt jeszcze nie wszczął  śledztwa historycznego aby ustalić tożsamość tego nieszczęsnego dziecka. Biorąc pod uwagę okoliczności wypadku myślę że mógł to nawet być zamach do którego użyto zdalnie kierowaną nagrzewaną łyżeczkę. I tu nasuwa się pytanie, przez kogo, i dla kogo  tą niecną pułapkę zastawiono, no bo przecież nie dla małej dziewczynki. Możemy tylko się domyślać czyje oczy ta niewinna istotka uratowała poprzez poświęcanie swoich. Dlatego właśnie zgłaszam postulat o właściwe uczczenie tej anonimowej heroiny. Uważam że należy jej się chociaż jakaś uliczka, bądź plac nazwany jej imieniem, np. "Plac Dziewczynki z Łyżeczką w Oku",  oczywiście nazwa jest jeszcze do negocjacji.
Następną prominentną osobą w naszej świadomości jest niejaki Dziad. Dziad postrach niejadków. Każde dziecko któremu zdarzyło się nie zjeść tyle ile wymagała norma, mogło się liczyć z tym iż ów Dziad zapuka do drzwi i zabierze nieszczęśnika w bliżej nie określone miejsce z bliżej nie określonych powodów. Mimo wielu starań nigdy nie udało mi się dowiedzieć dla kogo ów dziad pracuje, choć zdaję się utrzymywać stałe kontakty z bliskimi, w szczególności z babciami, swoich ofiar. Według nieoficjalnych źródeł organizacja do której należy Dziad stała za zamachem na wcześniej wspomnianej dziewczynce.
Śmiertelna trucizna  i niebzpieczeństwo
Kolejną rzeczą  która stanowi wielkie niebezpieczeństwo dla Polaka jest końcówka banana. Wydaję się iż końcówka banana jest powszechnie uważana za puszkę Pandory, w której znajdują się wszelkie  nieszczęścia świata. Podobno Polscy szpiedzy zawsze mają przy sobie końcówkę banana na wypadek gdyby mieli by wpaść w ręce wroga.
Jedną z nadprzyrodzonych sił z jaką przeciętny Polak musi się zmagać to groźne i wszechobecne przeciągi. Przeciągi te wydają się być tak samo groźne jak końcówki banana i mogą nas "przewiać". Przewianie ma wiele oblicz, i wszystko co ma coś  wspólnego z powietrzem i wiatrem może nas przewiać. Kiedy złapie nas jakakolwiek gorączka czy nawet ból głowy dowiemy się że na pewno się przewialiśmy. I trudno się z tym kłócić gdy nawet pobyt na dworze może spowodować przewianie.  
Jedną z następnych śmiercionośnych rzeczy jakie czyhają na nas w polskich mieszkaniach to woda z kranu. Z podejścia jakie Polacy mają do wody wydawać by się mogło że w naszej kanalizacji płynie trucizna a nie woda. Według niektórych wierzeń jest tak ponieważ do wody dodawany jest ekstrakt z końcówek banana. Jeżeli podczas goszczenia w Polskim domostwie napijemy się wody z kranu bardzo prawdopodobne jest ,że nasi znajomi zaczną się z nami  żegnać, i zadzwonią po księdza z prośbą o ostanie namaszczenie. A jeżeli na bosaka przejdziemy się po kafelkach lub po parkiecie, patrzeć się na nas będą jak gdybyśmy chodzili po wodzie. Dzieje się tak gdyż pewne straszne siły żyją w naszych podłogach które czyhają tylko na okazje aby użyć swoich telepatycznych mocy  i w nikczemny sposób zemścić się na naszych stopach.
Tak naprawdę jeżeli chcielibyśmy kiedyś zaimponować jakiemuś Polakowi, powinniśmy stanąć na bosaka na kafelkach, otworzyć na rozcież okna w pokojach, i wypić szklankę kranówki (oczywiście z  łyżeczką w szklance) i zagryźć to wszystko końcówką banana.

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Z wyrazami należytego szacunku...

Angielska uprzejmość zasłużyła już sobie na miano legendarnej, a więc postanowiłam zadać sobie ten trud i ją opisać.
Uprzejmość to coś ,co Anglik wysysa z mlekiem matki, i nie jest to zwyczajna uprzejmość, ale uprzejmość bardzo specyficzna, osiągalna tylko dla Anglików. Nawet kiedy Anglik ma Cię głęboko gdzieś to jest uprzejmy.
Podczas całego życia Anglika, w każdej bez wyjątku sytuacji, wszystko jest absolutnie w porządku. To nie zwalnia nas oczywiście z obowiązku aby na wszelki wypadek się o to zapytać. Wszystkie rozmowy zaczyna się od "How are you?"  i w 75% odpowiedź brzmi "I'm fine, thank you." W pozostałych 25% jest to "I'm okay."  Fine i okay to jedyne stany w jakich Anglik kiedykolwiek się znalazł, bad to stan czysto teoretyczny i jest używany jedynie podczas rozmowy na temat kogoś innego. To też mediacje w Anglii przebiegają w dość specyficzny sposób.

Samobójca-  Skacze, nie próbujcie mnie powstrzymać, życie nie ma już sensu.
Mediator-  A jak się czujesz?  
Samobójca- W porządku, a Ty? 
 Mediator- Ehh, też nie najgorzej.

 Podczas rozmowy zauważysz również, że wszelkie formułki grzecznościowe wymawia się głosem o oktawę wyższym od naszego normalnego głosu, zalecane jest również przywdzianie wielkiego sztucznego uśmiechu, aby nasz rozmówca przypadkiem nie domyślił się że w rzeczywistości nie mamy aż tak entuzjastycznego podejścia do owej konwersacji. Ogólnie kiedy rozmawiają z kimś im niezbyt dobrze znajomym, mówią w tym swoim uprzejmym piskliwym tonie. Jest to swojego rodzaju kamuflaż który za zadanie ma sprawić iż wydają się że są nadzwyczaj  miłymi ludźmi
Po drugie Anglicy za wszystko przepraszają i dziękują, w sumie nie było by w tym nic dziwnego, jednak jednak oni przenieśli to do całkiem innego poziomu. Chodząc w sklepie ktoś Cię przypadkowo potrącił? Na wszelki wypadek go przeproś, bo w końcu wszedłeś mu w drogę. Każdą najmniejszą interakcje z kimkolwiek, kończymy na przeprosinach, bądź na podziękowaniu, a w ekstremalnych wypadkach na obu.
Ważne jest dla nich aby w każdym zdani chociaż raz wtrącić "proszę". Nieważne czy proszą o darowanie życia, czy o godzinę, ważne jest wtrącić co najmniej jedno "please", aby w ten sposób dać do zrozumienia drugiej osobie że jest się osobą wychowaną i uprzejmą.
Komplementy to kolejna rzecz która w angielskim jest używana jako przecinek. Jeżeli  nie ma czegoś oczywistego co można skomplementować, to zawsze można sprawić komplement na temat czyjejś lini nosa, bądź kształtu paznokcia. Anglicy prawią przeróżne komplementy aby i rozmówca był pewien, że są oni w ekstazie z powodu ich rozmowy.

niedziela, 22 grudnia 2013

Ida Święta

Już nadszedł ten wspaniały czas, prawie wszystkie produkty spożywcze w naszym domu są nietykalne i przeznaczone na święta, małe dzieci są zastraszane Mikołajem, a ze wszystkich zaułków wyskakują na nas świecące wystawy. Tak, za trzy dni są święta. Na całym świecie święta obchodzi się inaczej. Anglicy zaczynają od wielkiego śniadania, składającego się z  indyka, podejrzanego ciasta wyglądem przypominający mrowisko, oraz różnych innych wyspiarskich specjałów.  Prezenty które dostają od MikołajA, chowają bod choinką lub też wpychają do skarpetek. Resztę tego wspaniałego dnia spędzają z rodziną, na różnych familijnych zajęciach, takich jak oglądanie filmów itd. itp.
W święta emigrant staje przed dwoma wyborami, może albo pojechać do Polski,albo zostać sobie w odległym rogu Europy, i wszystkimi siłami spróbować zrekonstruować Wigilię, mając do dyspozycji głownie polskie sklepy. Wielu Polaków planujących zostać na święta w Anglii, już na kilka tygodni przed adwentem, zaczyna eksportować różne przysmaki (takie jak na przykład suszone grzyby) z Polski. Potem zaczynają się wyścigi do Polskiego sklepu, aby zakupić upragnione produkty zanim zostaną wysprzedane. Zakupienie żywego karpia jest praktycznie niemożliwe (poza tym osobiste zabijanie karpia jest przez tubylców postrzegane jako szczyt bestialstwa.) Handel ukatrupionymi karpiami ma się na wyspach całkiem nieźle. W niektórych polskich sklepach, zapisy na tę rybę zaczynają się już na początku grudnia. Do tego dochodzą różne inne, polskie specjały których Anglicy nie używają, takie jak suszone grzybki, przyprawy do pierników, a nawet zwyczajna galaretka czy mąka. Oprócz tego jest nie znany na wyspach zwyczaj kolędowania księży, aby zrekompensować to naszym rodakom, wiele polskich księży na terenie UK zgadza się kolędować. Jednak na taką kolędę, podobnie jak na karpia, trzeba się wcześniej zapisać.
Jak już wcześniej wspomniałam, w Anglii mają trochę inne tradycje. W Wigilię nie dzieje się nic specjalnego, i wszyscy idą spać dość wcześnie w oczekiwaniu na wielki dzień. O poranku, wszyscy schodzą się na uroczyste śniadanie. Głównym gwoździem programu jest indyk. Każda szanująca się Angielska rodzina na święta spożywa pieczonego indyka, indyk jest dla Anglików symbolem świąt, tak jak dla nas herbata jest symbolem Anglików. Anglicy również mają o wiele więcej piosenka o tematyce świątecznej (z wyjątkiem kolęd) niż my, wytłumaczyć to można tym, że niemal wszystkie Angielskie pieśni kościelne brzmią tak samo  zdają się mieć wiele wspólnych cech w kwestii melodii i tonacji.
Sklepy w Angli przygotowują się na święta, zaraz po Halloween . Wtedy to całe armie kartonowych Mikołajów przejmują kontrole nad wszystkimi wystawami w miastach, począwszy od salonu okulistycznego, do lokalnego supermarketu. W telewizji na okrągło puszczają przeróżne świąteczne filmy, na temat  magii świąt, i Mikołaja, elfów i w ogóle. Obowiązkowe są świąteczne reklamy, informujące nas o wszystkich niezbędnych rzeczach jakie koniecznie musimy zakupić przed świętami. W centrach miast, stają choinki, i dekoracyjne światełka. Co roku Norwegowie prezentują Anglikom choinkę, którą Ci stawiają na placu Trafalgar. Dzieje się tak od roku 1947 i jest znakiem wdzięczności za ukazaną pomoc w czasie drugiej wojny światowej. Nie wiem wiele więcej na temat Norweskich tradycji świątecznych, ale wydaje mi się że mogą one być co najmniej ciekawe...

sobota, 14 grudnia 2013

meteorologia

Jak można narzekać na Anglię i nie wspomnieć o tutejszej wspaniałej pogodzie. No więc proszę, dziś będzie post o zabarwieniu mocno meteorologicznym.

Czytając różnorakie baśnie, często możemy się natknąć na krainę wiecznego lodu i zimy, bądź na wspaniałe miejsce, wiecznie kwitnącej wiosny, lecz ani Hans Chrystian Andersen, ani bracia Grimm, ani też żaden inny bajkopisarz nigdy nie wspomnieli o  małej wysepce na której wieczne panowanie miała pochmurna jesień. (Trzeba przyznać że Makuszyński napisał o Krainie Deszczowców, ale to i tak była rola drugoplanowa)  W przeciwieństwie do baśniowych krain, ta nieciekawa sytuacja meteorologiczna wcale nie jest zarządzeniem Królowej, więc ani Aslan, ani mała Gerda w czerwonych bucikach, nie mogą pomóc nam, nieszczęśnikom.
No więc tak:
  • Lato w UK zaczyna się zazwyczaj środku lipca i kończy się w na początku sierpnia. Normalnie nie jest cieplej niż 20°C. Zazwyczaj, dla przeciętnego emigranta nie jest na tyle ciepło żeby chodzić w krótkich spodenkach, co nie oznacza że  tubylcy podzielają ten punkt widzenia. Już przy 10°C można zaobserwować małe stadka tubylców (zazwyczaj płci żeńskiej) eksponujących swoje dość blade, dolne kończyny, pokryte gęsią skórką. Kiedy w jeden z letnich miesięcy zaczyna świecić słońce zaczyna się oczekiwanie na ocieplenie i piękne lato, to oczekiwanie zazwyczaj trwa aż to września. 

    piękna złota jesień
  •  Jesienią wszyscy mają nadzieje na złociste liście na ulicy, uśmiechniętych ludzi w wełnianych czapkach, wesołe dzieci w parku bawiące się kasztanami, ale jesień NIGDY tak nie wygląda. Na jesieni jest zimno ,mokro i ogólna pluch na ulicy, a zbrązowiałe liście taplające się w błocie oblepiają krzywe płyty na chodniku.

przeciętny Anglik przy -2°C






  • Zima JesieńII. Zima to praktycznie kontynuacja jesieni. Czasami na ziemie spada zabójczy biały puch, który sprawia niezwykłą pluchę na ulicy. Tubylcy jednak poczuwają niezwykły strach przed tą pluchą i całe państwo staje w bezruchu. Miliony dzieci włączają telewizory i radia, aby z zapartym tchem wysłuchiwać wieści czy i ich szkoła zamknęła się z powodu dwu-centymetrowych    zasp śnieżnych. Gdy temperatura spada poniżej 0, ludzie ubierają się niczym Robert Peary, czy Roald Amundsen by dzielnie dotrzeć do Tesco po dwa pinty mleka, i cheerios'y 

  • I w maju i kwietniu nadchodzi dość znośny okres wiosny.  W wiośnie zaczynają kwitnąć kwiatki, ptaszki śpiewają i w ogóle. Dość często pada deszcz, ale zaczyna być za ciepło na zimową kurtkę. Wiosna jest jednym z najzwyczajniejszych okresów, to i trudno się o niej rozpisywać.

niedziela, 1 grudnia 2013

Tymczasem na Warszawskim Wybrzeżu...

Od paru lat zaczęła panować moda na polskie wersje zagranicznych programów, takich ja "X factor" i "Top Model". Nie do końca wiadoma czy powodem na to jest lenistwo polskich wytworni czy  też potrzebą na zagraniczne produkcje. Tak czy siak, polskie wersje rozmaitych talent show, czy reality nie są niczym nowym, w końcu wszyscy pamiętamy polskiego Idola, czy Big Brother'a. Można by się spodziewać że przeciętny polski widz będzie znudzony programami takiego formatu, aż tu nagle w internecie grzmi, że MTV właśnie wyemitowała Warsaw Shore.
Prekursor mody
Jeżeli nie wiesz co to Warsaw Shore, to masz niewiarygodne szczęście, i naprawdę, nie fatyguj się i nie próbuj tego zmieniać. Wszystko zaczęło się 3 grudnia 2009 kiedy pierwszy odcinek Jersey Shore został wyemitowany w Ameryce. Całe to widowisko polega na tym, aby w jednym budynku zgromadzić jak największą liczbę, człekokształtnych, pomarańczowych osób, a potem obserwować ich zachowanie. Ja uważam że program ten naprawdę nie powinien być emitowany przez MTV, a raczej przez Animal Planet. Męska część obsady wygląda jak przyrodnie rodzeństwo Spok'a ze Star Trek'u podczas gdy ich koleżanki do złudzenia przypominają wyrośnięte umpa-lumpy.
Początki Jersey Shore
Tak jak kiedyś, ludzie zbiegali się do gabinetu osobliwości, tak teraz każdy przełączał kanał aby obejrzeć kolejny odcinek Jersey Shore. Nieświadomy niczego widz, mógł by pomyśleć że jest to serial dokumentalny o plemieniu istot łączących człowieka z małpą w łańcuchu ewolucji. Ich codzienne czynności wydają się składać z walk o  miejsce w hierarchii stada, i czegoś co przypomina tanieć godowy jeży pigmejskich. W każdym bądź razie, po kilku sezonach MTV zdecydowało iż podobne błogosławieństwo, w postaci Geordie Shore, spadnie również na wyspiarzy. Większość z uczestniczek Geordie Shore wyraźnie postanowiła pobić swoje Amerykańskie koleżanki w ilości pomarańczowej mazi którą nosiły na twarzy, do dziś eksperci spierają się co do tej kwestii, gdyż niektórzy twierdzą ,że była to zwyczajna farba, gdy inni popierają tezę że  są to gliniane maski.
 Po tym jak ten program dokumentalny  spotkał się z pozytywną krytyką, twórcy stwierdzili że przyszedł czas na to byśmy i my Polacy mogli skosztować tego zachodniego dobrodziejstwa. I tak na świat przyszło Warsaw Shore. Jeżeli weźmiemy pod uwagę że głównym powodem tego programu jest pokazywanie sztuczności, to my na pewno będziemy na prowadzeniu, bo w końcu jest to podróbka, podróbki. Mój największy problem z "Warsaw Shore"  nie jest niewyobrażalnie wysoki poziom wszechobecnej tępoty, a raczej bezsensowna nazwa. Muszę przyznać ,że w Warszawie byłam tylko raz, i jak teraz widzę dość powierzchownie, bo w ogóle niedowidziałam się że w naszej stolicy jest nie tylko Pałac Kultury, i MPW ale również... wybrzeże. No ale skoro to w Warszawie jest wybrzeże, to pomnik Obrońców Wybrzeża powinien stanąć zaraz koło Syrenki, albo morze Małego Powstańca. Skoro twórcą tak bardzo zależało na zatrzymaniu  oryginalnej nazwy to czemu nie umiejscowili swojego dzieła w Trójmieście? Poza tym nie wiem czy Angielska nazwa to w ogóle dobry pomysł; czy naprawdę chcemy by za granicą naszą stolicę kojarzono z  niezwykle ograniczonymi umysłowo osobami, którym najmniejsza potrzeba fizjologiczna może dostarczyć rozrywkę?
Doszły mnie słuchy że scenariusz do kolejnych odcinków jest inspirowany starymi odcinkami "Z kamerą wśród zwierząt" ale ja myślę że to są po prostu wycięte sceny. Tak czy siak, nie jest to jedynie bezmyślne widowisko, mające na celu jedynie odmóżdżenie widzów, gdyż dla niektórych jest to idealna okazja aby się dowartościować, i pocieszyć. Na przykład, następnym razem jak będziesz próbować pójść do toalety po ciemku, i staniesz na chytrze ukrytym klocku lego, to zamiast przeklinać wszystko na czym świat stoi, to przemyśl wszystko spokojnie, i powiedz sobie "Przynajmniej nie jestem tą biedną Eweliną z Warszawy"
Tak, Warszawa wreszcie dorobiła się wybrzeża.
 

sobota, 16 listopada 2013

5 listopada

Gdyby nie wystarczało to, że jeżdżą po złej stronie ulicy, mają dwa krany zamiast jednego, a w toelecia nie ma ani jednego gniazdka, to w dodatku Sylwestra świętują w listopadzie. Wielu, zamieszkujących Wielką Brytanię, emigrantów głowi się dlaczego najwięcej fajerwerków jest puszczanych 5 listopada. Niektórzy mają bardzo niejasne pojęcie o co właściwie chodzi. A wszystko zaczęło się w 1605 kiedy na tronie zasiadał Jakub I. Kuba był protestantem, który w wolnych chwilach lubił tropić, i palić czarownice. Był tak zajęty czarownicami, że Katolikom dał trochę więcej spokoju, i wolał skazywać ich na banicję, niż na śmierć. Nie mniej grupa kilkunastu Katolików obmyśliła spisek który miał by wieść do przywrócenia Katolicyzmu w Anglii.
5 listopada miało odbyć się otwarcie Angielskiego parlamentu. Podczas otwarcia zebrać mieli się, nie tylko, król i posłowie, ale również najważniejsi anglikańscy biskupi, i sędziowie sądu najwyższego. Grupa spiskowców postanowiła więc, że to najlepsza okazja aby wysadzić cały rząd w powietrze. Według planu, na tron miałaby wstąpić dziewięcioletnia córka Jakuba, Elżbieta. Która była wówczas trzecia w kolejce do tronu.   Elżbieta byłaby wychowana na Katoliczkę, i w ten sposób korona wróciła by do starej wiary
W skrócie, spiskowcy planowali wysadzić izbę Lordów w powietrze poprzez podpalenie prochu który wsadzili by do piwnic budynku. Następnie porwaliby księżniczkę Elżbietę, która wstąpiłaby na tron jako Katoliczka.
Jednak 1 listopada, drogą listową  do króla doszły wieści o spisku. List nie zawierał żadnych detali, nie mniej w nocy 4 listopada król zarządził by cały budynek był przeszukany. Wtedy to sprawa się rypła gdyż, Guy Fawkes, jeden ze spiskowców właśnie pilnował 33 beczek prochu, jakie zgromadził w piwnicach. Został on natychmiast aresztowany i zawieziono go do wieży Londyńskiej. Z oczywistych powodów jako imię podał John Johnson. Gdy inni jego sprzymierzeńcy usłyszeli o aresztowaniu  niejakiego Johna Johnsona, wszyscy uciekli w jak największym pośpiechu na północ.Podczas dalszych inwigilacji w wierzy Londyńskiej Guy Fawkes przyznał się do wszystkiego, i w ten sposób został skazany na śmierć.
Kiedyś rząd dbał o rozrywkę ludu, nie to co teraz. Więc Jakub poprzez egzekucje Guy Fawkes'a, postanowił zafundować swoim poddanym niezapomniane wrażenia dla całej rodziny. Najpierw nogi nieszczęśnika przywiązano do konia, który następnie pogalopował ulicami Londynu na miejsce egzekucji.
Później powieszono go na szubienicy. Plan był taki że podduszą go prawie na śmierć, a w tedy chwile przed tym jak wyzionie ducha, wyprują mu wnętrzności, a dopiero wtedy miał by on być poćwiartowany. Jednak ku rozczarowaniu publiczności, Guy zeskoczył z szubienicy, tak że złamał szyję i zmarł przed główną atrakcją.  Jak to mówią w showbiznesie: "The show must go on" więc królewscy kaci wypruli i poćwiartowali ciało Guy'a nie bacząc na to że był on już martwy. 

Cała ta historia wstrząsnęła całym ludem, gdyż po dziś dzień, przed każdym otwarciem parlamentu, piwnice pod izbą Lordów są przeszukiwane, aby upewnić się że nikt niczego nie będzie wysadzać. No i oczywiście bonfire. W prawie każdej miejscowości w Anglii odbywają się jakieś celebracje. Najbardziej ciekawi mnie, co by się stało gdyby plan się powiódł, i na tron wstąpiła by Elżbieta. Czy świętowalibyśmy obalanie złego króla? W każdym bądź razie, jeżeli wcześniej nie wiedziałeś, to już wiesz dlaczego Angole zdają się świętować Sylwestra w listopadzie.

piątek, 1 listopada 2013

Trick or Treats

Przepraszam za opóźnienie jednak napotkały mnie problemy z łączem internetowym, więc proszę sobie wyobrazić ,że to wczorajszy post.


To już dziś, Halloween. Każdy jako tako rozumie jak to działa; przebrane dzieci chodzą i szantażują ludzi tym,że jeśli nie dostaną cukierków to się zemszczą w bliżej nie określony sposób.   Na początek był to angielski odpowiednik dziadów, kiedy to przebierano się by przepędzić złe duchy, mroczne moce itd. Potem przerodziło się to w wymówkę na przebieranie się w dziwne ubrania i obżeranie się słodyczami.
Oczywiście nie wszyscy są fanami tego święta. Na przykład świadkowie Jehowi, pewnie nie lubią gdy przypadkowi ludzie pukają im do drzwi. Święto jest również zmorą dla dentystów i wszelkiej maści ortodontów, którzy mogą jedynie bezsilnie  przyglądać się jak setki dzieci wychodzą na ulice by pokryć swoje zęby próchnico twórczymi substancjami.
Najdziwniejszym fenomenem związanym z tym świętem jest waga jaką do niego przywiązuje wielu emigrantów. Dla niektórych nie celebrowanie jego jest  wyrazem braku chęci z asymilowaniem się z tutejszą kulturą, i ignorancją dla angielskich tradycji, podczas gdy  inni czują się nim urażeni, i rozdają ulotki uświadamiające dzieci dokładnie jak bardzo to uraża ich kulturę.Wielu przywiązuje do tego większą wagę niż tubylcy którzy świętują ten dzień, od pokoleń.
Najciekawsze w Halloween jest to że nikt ze świętujących nie wie do końca co świętuje, bo nie wydaje mi się  żeby ktoś to robił z powodu złych  duchów. Wygląda na to że wszyscy wyszli z założenia że każdy powód jest dobry żeby przebrać  i zbierać cukierki od przypadkowych osób. Jednak dziwi mnie, że jeszcze żaden zatroskany pedagog, psycholog, czy innych ekspert jeszcze nie wpadł na to że Halloween święto ,które formuje w dzieciach tendencje socjopatyczne, kreuje niezdrowe oczekiwania od społeczeństwa, i uczy dzieci maskować emocje.  No bo co innego może wyrosnąć z ludzi którzy spędzali dzieciństwo na chodzeniu w przebraniu i szantażowaniu ludzi w ich własnych domach?
Z Halloween wiąże się wiele ciekawych tradycji i przepowiedni. Według Szkotów jeżeli obierzemy z  jabłka długi pasek skórki, a następnie rzucimy go przez ramię na podłogę, skórka ułoży się w pierwszą literę imienia naszego przyszłego współmałżonka. Co więcej według dziewiętnastowiecznych  wierzeń panny które w noc Halloween będą siedzieć w ciemnym pokoju i patrzeć w lustro, zobaczą twarz swojego przyszłego męża, chyba że dane jest im umrzeć przed ślubem wtedy zobaczą czaszkę. Na wyspach, Halloween ogólnie było dość matrymonialnym świętem. Podobno jeżeli w nocy Halloween złapiemy ślimaka i zamkniemy go w pojemniku o płaskiej powierzchni, w poranku pierwsza litera imienia naszego przyszłego męża, żony (co kto woli) będzie napisana ślimaczym śluzem. Dziś mało kto zajmuje się tymi praktykami, choć zabawa w wyławianie zębami jabłka z miski z wodą, nadal jest popularna na dziecięcych zabawach.
Jednak Halloween nie świętują jedynie dzieci, dorośli również lubią przebierać się w różne kostiumy. Dla jednych jest to idealna okazja żeby chodzić półnago i nie spotykać się z krytyką społeczeństwa, inni wolą przebrania bardziej humorystyczne, na przykład ja uważam że najlepiej było by się przebrać za świadka Jehowy, wtedy ludzie byli by pewnie szczęśliwi że  potrzebne nam są jedynie słodycze. Kiedy słyszę pukanie do drzwi, zazwyczaj mam ochotę dać upust wszystkim moim aspołecznym tendencjom, jednak kiedy w progu staje siedmioletnia dziewczynka, która  sama wygląda jak gdyby mogła przestraszyć się własnego cienia, nawet ja nie mam serca utrudniać jej szantażowania. Co nie oznacza że wszyscy nie używają tej okazji do zemszczenia się na społeczeństwie. Jeżeli ty nie wiesz do końca co ze sobą zrobić, oto moja propozycja: